...puścić pawia i zacząć gryźć życie z drugiej strony...
Blog > Komentarze do wpisu
bezdechem,

dosłownie, rozpoczęłam sezon rowerowy. Wczoraj, pierwszy raz chyba od listopada, mój Kelly's poczuł piach w bieżnikach opon;) Pierwszy dzień wiosny, pierwsze kilometry na rowerze - w ilości 51, całkiem nieźle jak na (używając określenia mojego Kolegi) "rozdziewiczenie sezonu";) A wcale się nie zapowiadało. Był plan, być o 11;00 pod LKJ-otem i razem z Rowerowym Lublinem wyruszyć nad Zalew, w celu zwodowania Marzanny. Ale...i tu jakoś samo ciśnie mi się pod palce, że ...OCZYWIŚCIE zaspaliśmy;) Choć ... 10;25 dawała jeszcze cień szansy na dołączenie do reszty stęsknionych wiosny, gdzieś na ścieżce rowerowej. I pewnie by nam się udało, gdyby nie moje ZACHŁYŚNIĘCIE SIĘ WIOSENNYM POWIETRZEM. Chwilę po wyjechaniu spod bloku, na pierwszym, wcale nie dużym podjeździe, poczułam rozrywający ból w klatce piersiowej, zrobiło mi się niedobrze i razem z wkurzeniem na rower stacjonarny, pojawił się odruch wymiotny, zwątpienie i chęć powrotu do domu. Ale żeby nie było za łatwo - Misiek odmówił mi wydania kluczy, wydarł się na mnie na chodniku (na który ledwie udało mi się zjechać z ulicy) i kazał jechać dalej. DZIĘKI MIŚKU! Na wodowanie zdążyliśmy dzięki temu, że Marzanna nie była podatna na podpalenie i nie chciała tak łatwo ustąpić miejsca wiośnie...albo popisywała się przed dość liczną publiką;) Ból w klatce piersiowej przeszedł po kilkudziesięciu minutach a my zgodnie z założeniem wyruszyliśmy nabijać kilometry na licznikach. I było super-ekstra-sztos, nawet dość silny wiatr nie stanowił przeszkody. Doskwierały tylko puste żołądki, które nie zdążyły uraczyć śniadania przed wyjściem z domu, ale szybko oszukaliśmy je batonami i napojami energetycznymi. Jeżdżąc, podglądaliśmy jak nieśmiało wiosna zostawia gdzieniegdzie swoje znaki rozpoznawcze, ja, jak to zwykle na takich wycieczkach odkryłam nowe-stare zakamarki miasta, no i widzieliśmy jak w przygnębiającym krajobrazie dziurawych dróg, pól porośniętych kilkuletnimi trawami i opuszczonych domów, nie buduje się lotnisko w Świdniku;) ....a nie, jednak w drugą stronę ";("!!!  Ale najważniejszy w tej historii jest rower, ...rower, rower i jeszcze raz rower. W końcu w użyciu:) A stacjonarny jednak ma swoje zasługi, bo dziś w ogóle nie bolą mnie nogi:)

pozdROWER:) i pamiętajcie "Życie bez roweru powoduje raka i choroby serca":)

poniedziałek, 22 marca 2010, asunday

Polecane wpisy