...puścić pawia i zacząć gryźć życie z drugiej strony...
Blog > Komentarze do wpisu
Poleski Park Narodowy

W cieniu tragedii wszystko się działo. O katastrofie dowiedzieliśmy się z radia, w aucie, w drodze na rowerową wycieczkę. I może nie powinnam o niej teraz pisać....ale, o tym co się stało powiedziano i napisano już tyle, ... a kolejne słowa niczego nie zmienią. Stało się. Trudno orzec za czyją sprawą. Nie sposób zrozumieć. Ale trzeba żyć dalej i wierzyć, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że Ci którzy odeszli, odeszli w pokoju, do spokoju.

Właśnie w sobotę, kiedy świat  budził się z ciężarem tragedii na powiekach, my z rowerami na samochodowym bagażniku zmierzaliśmy do Piaseczna na spotkanie z kilkoma innymi amatorami wiosennego obcowania z przyrodą. Wiadomości w radiu wywołały szok, ale dłuższa nasza obecność przy radiowych odbiornikach, telewizorach czy internetowych stronach pogłębiłaby tylko żal każdego z nas.

Piękno przyrody Poleskiego Parku Narodowego pozwoliło nabrać dystansu. Choć początkowo, opady deszczu, a momentami nawet gradu nie dawały szans na ostatecznie osiągnięte 65 km, udało nam się zebrać w planowane 11 osób ( z Rowerowego Lublina i Rowerowego Parczewa) i wyruszyć. Trasa jak na początek rowerowego sezonu okazała się dość trudna i wymagająca - momentami nawet mocnej samodyscypliny...ale jednocześnie przepiękna, dzika i wciągająca. Tereny podmokłe, bagniste, fragmentami nieprzejezdne. Wszystko to tworzyło niepowtarzalny klimat. Najtrudniejsze fizycznie i psychicznie okazały się dla mnie (i nie tylko) przeprawy drewnianymi, śliskimi, szerokimi na nie więcej niż 70 cm kładkami, które poprowadzone nad bagnami i mokradłami pozwalały zajrzeć w zakamarki Parku, w inny sposób niedostępne. I choć wszędzie eksponowane były zakazy poruszania się po kładkach rowerami (prawdopodobnie dla bezpieczeństwa samych poruszających się), niepokornie zakazy te łamaliśmy. W końcu wyruszyliśmy na wycieczkę rowerową...a szczęśliwie, poza kilkoma umoczonymi butami czy nogawkami, nikomu nic się nie stało:)

A przyroda naprawdę zachwyca. Mnóstwo przeróżnych ptaków, do oglądania których zostały przygotowane nawet specjalne miejscówki. Niesamowite wrażenie robią łabędzie, co chwilę unoszące się nad wodą by po chwili osiąść na niej ponownie. Na każdym kroku przeszkody, perfekcyjnie przygotowane przez bobry, których ilość musi tam być szokująca. Kilka razy musieliśmy przenosić rowery nad popodgryzanymi i powalonymi drzewami, ale to dodawało wycieczce tylko jeszcze większego uroku. I właśnie! Po pokonaniu jednego z takich zwalonych na ścieżce drzew, chyba w nagrodę, na spotkanie z nami, nie wiadomo skąd wyszły dwa łosie. Świetne, ogromne i w końcu widziane z tak bliska. A sądząc po ilości nawozu naturalnego, którym dość mocno zaznaczają terytorium, też musi ich tam być niemało. Ale widocznie te dwa były najodważniejsze i nie zlękły się licznej grupy rowerzystów;).

Poleski Park Narodowy godny jest polecenia wszystkim wrażliwym na piękno. Gdyby ktoś chciał zachęcić się do wyprawy w tamte rejony, polecam stronę http://www.poleskipn.pl/.

A aby zachęta była jeszcze większa, kilka fotek (oczywiście autorstwa Mindex'a). Wkrótce, być może, pojawi się ich jeszcze więcej:)

 

z inicjatorami wycieczki - Grześkiem i Jarkiem z Rowerowego Parczewa (to Ci od prawej) :)

...takie barierki to rarytas....naprawdę niewiele ich tam...

w rzeczywistości nie wyglądało to tak lajtowo

...czasami strach zwyciężał i bezpieczniej było prowadzić rowery...

...prawie w komplecie...

...to nie była najtrudniejsza przeszkoda...:)

...nie nie, nie boimy się wody, po prostu dół był zbyt głęboki...;)

i wreszcie równo, sucho i twardo;)

piątek, 16 kwietnia 2010, asunday

Polecane wpisy