...puścić pawia i zacząć gryźć życie z drugiej strony...
Blog > Komentarze do wpisu
fiołki, róże i latające dywany :)

Zaczęła się wiosna i jest fajnie. Napiszę więcej - JEST MEGA OPTYMISTYCZNIE. Tak tak, dobrze widzicie, napisałam OPTYMISTYCZNIE:) Ale jak ma nie być, skoro na stosie spłonęło kilkanaście rowerowych Marzann, lubelską zwykłość przysłoniła fiołkowa niezwykłość, dostałam wymarzony dzwonek do roweru, zdałam test, którego się obawiałam, regularnie obławiam się w ciuchu, a zwiędnięte tulipany w wazonie zastąpiły słonecznie żółciutkie różyczki:) A dziś nawet widziałam latający dywan - serio. Wracałam z pracy, smagana silniejszym ode mnie wiatrem, ledwie dawałam radę stawiać kolejne kroki i utrzymać torebkę w ręku - zmachana okrutnie byłam już prawie przy bloku, kiedy NAGLE przemknął mi przed oczami dywan. Pierwsza myśl, która zrodziła się w mojej głowie była pewnością, że mi się przywidziało, że niby przez ten wiatr, ale kiedy zobaczyłam jak dywan zwija się w rulon i toczy dalej po chodniku uspokoiłam się, że zwidów nie mam.:) A jak się okazało, ktoś na chyb 7 piętrze bloku sąsiadującego z moim, trochę bezmyślnie postanowił przewietrzyć dywany - bo w końcu wietrznie i deszczowo. A może jednak ktoś tak jak ja uległ wiosennemu czarowi i sprawdzał czy dywan może być środkiem transportu. Nie nie, ja co prawda wiosną zauroczona jestem, ale takich numerów nie robię ;) Najchętniej przemieszczałabym się na rowerze, ale jeszcze ciągle niestety, warunki nie zawsze sprzyjają. Dziś zatrzymana przez robotę nie zdążyłam na ustawkę rowerową, no ale teraz chyba nieśmiało się z tego cieszę. Cieszę się też, że do pracy można już pomykać na bajku, nosić lżejsze ciuchy a nwet wygrzewać na słońcu. W łikend pokonaliśmy pierwsze 50 km na góralach - pod wiatr, pod górę, ale czasem też z... obserwując po drodze coraz żywsze kolory wiosny, pod różnymi, przepięknymi postaciami. Rozpoczęłam też kuchenne rewolucje - zaczynam eksperymentować, ale bez Pani Gessler i może dlatego efekty nie powalają - na razie, mam nadzieję;) Aaaaa, i kupiłam sobie fajną koszulkę - jak tylko ją zobaczyłam wiedziałam, że muszę ją mieć - więc nawet gdyby nie było rozmiaru pasującego na mnie, kupiłabym niepasujący. A koszulka wygląda tak:

Fajna - wiem:) I taniutka:)

Czyli ogólnie jest fajnie. Dzwonek też pokażę, tylko zdjęcie muszę zrobić. A teraz zmordowana kulinarnym stresem i wiosennym wiatrem idę spać. Słonecznych snów.:D

p.s.

Moje storczyki ocknęły się z zimowego letargu i wypuściły pąki. Mówienie do nich nie poszło na marne:)

 

czwartek, 07 kwietnia 2011, asunday

Polecane wpisy