...puścić pawia i zacząć gryźć życie z drugiej strony...
Blog > Komentarze do wpisu
Mam się nieźle :)

Nawet pomimo kilku tęsknot. Nie przeszkadza mi upał, ani brak makijażu. Ani nawet niedobór obowiązków służbowych- choć pewnie sprzyja rozleniwieniu, ale tym będę się martwić jak już się rozleniwię na dobre - albo nie będzie mi się wtedy chciało przejmować.:) Koszulka, która trochę pomięła się w rowerowym plecaku jakoś nie robi na mnie wrażenia - uważam tylko aby nie nadać jej truskawkowej barwy.:) A truskawki - nigdy za nimi nie przepadałam,a w tym roku smakują wyśmienicie. Co prawda dzień mógłby być trochę mniej leniwy, ale może jeszcze przyjdzie burza i zrobi się zagadkowo.:)

Było wczoraj.:D Po 15;00, kiedy obserwowałam przez okno postepujące w ogromnym tempie zachmurzenie a później ulewę z gradobiciem, zagadką było to o której się skończy, czy przez zostawione otwarte okno zaszkodzi mieszkaniu, czy dam radę wrócić do domu rowerem czy może będę zmuszona zostawić go w pracy. A o 16;00 zagadki zaczęły się rozwiązywać. Z pracy wyszłam o czasie, z rowerem i powitało mnie piękne słońce. Ale burza była ciągle nad miastem, postanowiłam więc dać jej szansę się oddalić. Pojechałam w kierunku odwrotnym do domowego - nad Zalew, ścieżką rowerową, która komfortowo wyludniła się po burzy. Tłoczno było na niej tylko za sprawą liści, małych gałązek i szyszek, które przegrały z wiatrem. Uległo też sporo drzew, ale na szczęście oszczędziły ścieżkę, kładąc się na rzekę. W czasie wydłużonego powrotu do domu okazało się, że burza zaszczyciła tylko niektóre dzielnice Lublina. Na moim osiedlu  popadało i to mocno, ale poza lekkim zamuleniem gdzieniegdzie i praniem, które musiało zostać na balkonie do powtórnego wyschnięcia innych skutków nie zauważyłam. A plan poleniwienia się nad jeziorem wypalił bez przeszkód.

A teraz chyba się ochładza. Hmm, czyzby miało padać? ;) Nieważne. Zjem truskawki:)

 

                                      

 

22;18

Burzy nie było. Ale były najlepsze gofry w mieście i 20 km w miłym towarzystwie, w deszczu i nawet z mini piknikiem po drodze. :) A przez swoje optymistyczne nastawienie do aury stałam się szczęśliwą posiadaczką nowej bluzy. Ochłodziło się, czekaliśmy na resztę wycieczki, Misiek był - znikną i po kilku minutach pojawił się z dwiema nowymi bluzami.:*

Dobrej nocy:)

czwartek, 09 czerwca 2011, asunday

Polecane wpisy