...puścić pawia i zacząć gryźć życie z drugiej strony...
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
czwartek, 11 lipca 2013
do gatek ;)

Przemokłam wracając rowerem z pracy. Do samych gatek. Po dłuższym czasie "zawieszenia" rozpadało się akurat jak wyjeżdżałam z garażu.

Ale deszcz był tak fajny, że nawet nie wyciągałam peleryny z torebki.:) 

Dziś w czasie próbnego alarmu pożarowego, kilkunastominutowe oczekiwanie pod ścianą biurowca nie nastrajało na przyjemny powrót do domu. A tu taka niespodzianka. :)

Z szerokim uśmiechem na twarzy, którego nawet nie próbowałam powstrzymywać, mknęłam sobie obserwując ludzi cisnących się na przystankach czy skulonych pod parasolami. A niektórzy kierowcy to chyba patrzyli za mnie ze współczuciem - nie wiedzieć czemu. ;)

Przemoknąć na rowerze - taka prosta przyjemność. :)

czwartek, 17 stycznia 2013
ostatni mobilny

 ...rower oczywiście, był w listopadzie. Było ekstra pomimo tego, że zmarzłam dość mocno a głowę obiły mi spadające z drzew kawałki lodu. Wyjazd pod hasłem: "ałłłłłaaaa!!!" ;) Wtedy jeszcze na zabronionym, bo przecież kolano. Nawet jeszcze trochę bolało, ale i tak było warto.:) 

I tak w bezruchu przetrwałam do końca roku. Dziś jest 17 stycznia a ja mam za sobą 75 styczniowych kilometrów na rowerze stacjonarnym. Zmieniłam lekarza.:) Do poprzedniego poszłam jeszcze po skierowanie na rezonans, przed którym do poprzednich "nie" dodał jeszcze "nie chodzić","nie siedzieć ze zgiętymi nogami", tak więc podziękowałam. A te 120,00 PLN za wizytę u kolejnego, to jedne z lepiej wydanych ostatnio pieniędzy.

Sprawy mają się tak, że zmiany "destrukcyjne są", nieodwracalne - zaleczalne, ale bez 100% gwarancji. Na pewno nie są nakazującymi bezruch. Pan doktor nakazał spróbować wrócić do aktywności, bo pod skalpel zawsze jeszcze zdążę się podłożyć. To wracam. Na razie na stacjonarnym bo aura zimowa a ja po 3-tygodniowej chorobie. Jak tylko zrobi się sucho, wkładam ascics'y i POBIEGAM w końcu. Obiecuję zacząć delikatnie.:) Ale już bym chciała, jak najszybciej. Nawet jutro.:)

 

Fotki z jesiennego wyjazdu ze Slaves'em.:)

 

 "Musisz opuścić znaną Ci strefę wygody i zapuścić się w nieznany dziki ląd intuicji. To co odkryjesz, będzie cudowne- odkryjesz SIEBIE."

Alan Alda.

 

czwartek, 04 października 2012
cudna odsapka od codzienności :)

Ostatnia niedziela była jedną z tych zaliczanych do najfajniejszych.

Nie zdarzyło się jeszcze, żeby wycieczka z Parczewską Grupą Rowerową nie była udana. Osobiście uwielbiam spotkania z Ludźmi z PGR-u, którzy od pierwszego jeżdżenia traktują nas jak rodzinę (szkoda, że nie mam na te spotkania czasu tak często jak bym chciała). I rodzinną atmosferę zapewniają też na swoich wycieczkach. Ta atmosfera, piękno okolic Parczewa i rowery tworzą mieszankę niepowtarzalną. I ostatnim razem było oczywiście przefajosko. Jak mogło nie być skoro były i piękne klimaty i trochę historii, piwko, ognisko z kiełbaskami, smalec z małosolnymi, swojska nalewka, swojskie wino i nawet domowe ciasto...i ryby też były na sposoby na pewno przynajmniej dwa. ;) A to wszystko w otoczeniu pięknej jesieni.

 

Początek dnia był trochę chłodnawy więc rękawiczki sprawiły się wzorowo.:)

 

Dla każdego coś dobrego.:)

Jezioro Obradowskie - jak wpadniesz to Cię nie ma. Wolałam nie sprawdzać. ;)

 

p.s.

PGR-OWCY - uwielbiam WAS.:)

(I wcale nie piszę tego bo wiem, że Grześ czyta mojego bloga.) :)

środa, 29 sierpnia 2012
12.08.2012 - Ukraina, na zakończenie urlopu:)

Przy okazji Dni Dobrosąsiedztwa odwiedziliśmy właściwie znane nam już nadgraniczne okolice. Ale zawsze jest tak, że odkrywa się coś nowego. My odkryliśmy targ rozmaitości. Można było kupić jedzenie, picie, ubrania, obuwie, gadżety góralskie, sztuczną biżuterię i wiele wiele innych rzeczy - największa radość z tego, że udało się powiększyć kolekcję magnesów na lodówce. Bo to taka nasza tradycja. Z miejsc do których wyjeżdżamy, przywozimy magnesy jako pamiątki. I spróbowaliśmy też wędzonych i suszonych ryb, które w ubiegłym roku tylko z zaciekawieniem oglądaliśmy. Mi niestety nie smakowały. Za to pączek domowej roboty kupiony u jednej z babinek - wyborny. ;D

Ale dwie rzeczy w tym wyjeździe podobały mi się najbardziej - to, że pojechaliśmy na rowerach i, że prawie całą drogę powrotną do granicy, wracaliśmy w mega ulewie. :)

 

 Z radością przyjęłam kolejną ukraińską pieczątkę w paszporcie.

 Takie klimatyczne chatki to standard na wioskach.

 Ogromne pole słoneczników nie mogło pozostać obojętne.;)

 A to chyba klimatyczny sklep.

 Przesiadka z roweru na łódkę - drugie śniadanie w plenerze.:)

Zjeść czy nie zjeść? Zjeść i koniecznie popić piwem. :)

Było fajnie ale może w przyszłym roku uda się w końcu pojechać z namiotem. :)

 

p.s.

Był jeszcze środek urlopu. Ale to już temat na wcześniejszą porę. Dobranoc.

czwartek, 23 sierpnia 2012
26 kilometrów szczęścia :)

 

Malutko, ale zawsze to coś - na rowerze oczywiście.:D Spacerowa rundka nad Zalew - z muszkami między zębami.;) Ciepło, ale powietrze już coraz bardziej jesienne. A na ścieżce tłok, mimo dość późnej pory. Oby jesień sprzyjała rowerzystom. :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7