...puścić pawia i zacząć gryźć życie z drugiej strony...
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
wtorek, 15 grudnia 2015
to nie jest dobry dzień na pracę..

 

Gdybym mogła robić teraz coś innego, poszłabym pobiegać. Później nałożyłabym maseczkę na twarz, wzięła prysznic i zrobiła masaż całego ciała. Następnie założyłabym obcisłą sukienkę i kozaki na obcasach. Twarz musnęłabym subtelnym makijażem, nadgarstek lekką bransoletką. Wzięłabym jedną z wielu czekających na przeczytanie książek i wyszłabym...

W ulubionej kawiarni zajęłabym miejsce przy oknie i zamówiła ulubioną kawę w dużym kubku.

Oddając się lekturze, zerkałabym czasem na ludzi za oknem, niektórym poświęcając dłuższą chwilę.

Wszystko byłoby nieśpiesznie...

 

 

 

czwartek, 20 sierpnia 2015
wyjeżdżenie ;)

 

Czego nie wychodzę to to wyjeżdżę. ;) Rower wrócił do łask. Wczoraj tylko 37 km, ale do tego 52 km w poniedziałek, czasem rowerem do roboty... i ziarnko do ziarnka pozytywnych emocji. A dziś bieganie. :) Chcę dojść do momentu kiedy nie będę mogła żyć bez ruchu. :)

piątek, 19 czerwca 2015
bez wpływu na psychę...;)

 

Poszarzało. Błękit odpoczywa nad deszczową kołderką. Stopy ubrane we frędzlowe sandały, niecierpliwie przebierają pod uginającym się od ciężaru zaległych spraw biurkiem...lubią spacery po soczystej trawie. Z okna mordoru spokojnie obserwuję parasolowe krasnale, spiesznie szukające suchego kawałka świata. 

Oddech bardzo późnej wiosny.

Szczęśliwy piątek i zastój tworzenia. Liczę na letnią wenę. :)

czwartek, 22 stycznia 2015
do Ciebie się uśmiecham :)

 

Tak łatwe, że czasem aż za trudne. Bez obaw, że moment nieodpowiedni. Na Dzień dobry i Dobranoc.  Lodołamacz - uśmiech.

"...najkrótsza droga do drugiego człowieka."

 

sobota, 14 września 2013
tak mało do szczęścia...

... potrzeba.

Słońce, szum wody, piach pod plecami i K.

 

Miniony łikend jest już wspomnieniem. Pięknym, choć początki były trudne.;) Sobota, która miała przynieść odpoczynek, psychiczny ale i fizyczny, pokazała moją beznadziejność, głupotę i wszystko co najgorsze, które nie zostały niezauważone. Na trzeci koncert z cyklu Kulturalne Uprawy Tarasowe jechałam ze łzami w oczach i brakiem jakiegokolwiek entuzjazmu. Chyba nawet byłam zestresowana. Pomimo tego, że dwa wcześniejsze koncerty były przeżyciem niezapomnianym, przysposobiłam sobie nieuzasadnione przekonanie, że trzeci będzie stratą czasu. Pod parasolem z gwiazd, w klimacie siedliskowej wyjątkowości, już po pierwszych taktach rozbrzmiewających z tarasu, nastroiłam się na szczęście. Jak niewiele do niego potrzeba. Jak łatwo o tym zapominam w trudach codzienności. A przecież to małe, proste rzeczy cieszą najbardziej.

Po koncercie pojechaliśmy na tę naszą wieś - tę nadbużańską, aby przeżyć niedzielę. Taką niedzielę, jakiej od dawna potrzebowaliśmy. Po niewczesnym śniadaniu, nieśpiesznie wybraliśmy się na plażę nad rzeką. Na rozgrzanym piachu, dopieszczeni jeszcze letnim słońcem, ukojeni łagodnym szumem Bugu, przez czas niepoliczony cieszyliśmy się szczęściem najszczerszym.

 

 

 

 Szczęście jest tak blisko. Czasem po ośmiu godzinach w pracy nie mam siły o tym pamiętać. Co mówić po dziesięciu czy jedenastu. Codziennie ostatnio.:(  I jeszcze przeszłość, obawy o przyszłość, porównania z nimi innymi - lepszymi, ból fizyczny i inne... Dlaczego to wszystko jest, wierci w głowie dziurę smutku, a o szczęściu trzeba sobie przypominać?

 

KC:*

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6